Lęk szuka winnego. Od „Młota na czarownice” do współczesnej polaryzacji
- Małgorzata IRI Jakubowska

- 18 cze
- 13 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 18 cze
Lęk może organizować sposób widzenia świata, prowadzić do wskazania kozła ofiarnego i usprawiedliwiać wykluczenie. Ten esej pokazuje, jak podobna architektura społeczna powracała od polowań na czarownice, przez narodziny nazizmu, aż po współczesną polaryzację i cyfrowe nagonki.
Ten tekst zaczął się od rolki przesłanej mi przez koleżankę.
Opowiadała o powstaniu Malleus Maleficarum — „Młota na czarownice” — jednego z najbardziej wpływowych traktatów poświęconych rozpoznawaniu, ściganiu i karaniu osób oskarżanych o czary. Heinrich Kramer, jego główny autor, zapisał się w historii jako człowiek fanatyczny, bezwzględny i przekonany o słuszności własnej misji. Jego działalność budziła sprzeciw już za życia. Procesy prowadzone przez niego w Innsbrucku przerwano, a stosowane metody spotkały się z ostrą krytyką władz kościelnych.
Moją uwagę przyciągnęło jednak inne zdanie:
Ta książka padła na podatny grunt.
I wtedy w mojej głowie pojawiło się charakterystyczne „dzyń!” Mam to!.
Fanatyczna idea zyskuje społeczną siłę, gdy spotyka istniejący już lęk, konflikt, bezradność albo potrzebę odzyskania porządku. Książka, przemówienie czy ideologia stają się wpływowe, kiedy nadają nazwę doświadczeniu, którego ludzie dotąd nie potrafili wyjaśnić. Pokazują przyczynę, wskazują winnego i podpowiadają działanie.
Kramer trafił do społeczeństw gotowych przyjąć jego mapę świata.
Z tego powstało pytanie prowadzące mnie przez cały esej:
Co musi dziać się w społeczeństwie, aby wizja oparta na lęku, oskarżeniu i przemocy została uznana za wiarygodną, potrzebną i użyteczną?
Pytanie prowadzi daleko poza historię polowań na czarownice. Odsłania mechanizm, który w kolejnych epokach zmieniał język, dekoracje i przedmiot ataku. Powracała potrzeba umieszczenia chaosu w konkretnej osobie albo grupie, a następnie odzyskania poczucia wpływu przez jej ukaranie, wykluczenie lub usunięcie.
Przemoc zaczyna się przed stosem
Przemoc zbiorowa zaczyna się na długo przed więzieniem, deportacją, egzekucją czy publicznym wyrokiem. Jej początkiem bywa bezradność, której człowiek albo wspólnota nie potrafią pomieścić. Nieznane źródło cierpienia rozszerza zagrożenie na całą rzeczywistość. Człowiek nie wie, przed czym się chronić, komu ufać ani jakie działanie może przywrócić bezpieczeństwo. Potrafi znieść wiele, gdy nadaje doświadczeniu znaczenie i widzi drogę wyjścia. Znacznie trudniej wytrzymać stan bez odpowiedzi i bez wpływu.
System zaczyna szukać przyczyny, którą można wskazać, oraz winnego, wobec którego da się podjąć działanie.
Nazwanie winnego przynosi ulgę. Chaos otrzymuje twarz. Rozproszone napięcie zmienia się w gniew, a wspólnota odzyskuje jedność wokół przeciwnika.
Pojawia się kierunek: należy go odnaleźć, zdemaskować, wykluczyć, ukarać, uciszyć albo usunąć. Rzeczywiste źródło kryzysu pozostaje nierozpoznane, lecz system odzyskuje poczucie sprawczości.
Tak działa kozioł ofiarny. Skupia rozproszone lęki w jednym punkcie i na pewien czas obniża napięcie wspólnoty. Problem nadal istnieje, ale pojawia się wrażenie, że został nazwany i opanowany.
Lęk organizuje widzenie świata
Z perspektywy IRI ten sam mechanizm można obserwować w Systemie JA pojedynczego człowieka. Zagrożenie pobudza organizm. Uwaga koncentruje się na sygnałach niebezpieczeństwa, a zdolność obejmowania wielu informacji jednocześnie słabnie. Niejednoznaczność staje się trudna do zniesienia. System potrzebuje szybkiego rozpoznania: bezpieczne albo niebezpieczne, swoje albo obce, dobre albo złe.
JA-obserwujące może wtedy osłabnąć albo zostać przejęte przez Personę nastawioną na przetrwanie: przestraszone dziecko, strażnika, wojownika, ratownika, oskarżyciela czy sędziego.
Myślenie zaczyna służyć aktualnemu stanowi.
Człowiek przestaje rozpoznawać: „czuję lęk i próbuję zrozumieć, co się dzieje”. Jego doświadczenie organizuje się wokół przekonania: „skoro czuję lęk, zagrożenie musi znajdować się właśnie tam”. Stan wewnętrzny staje się opisem świata. Projekcja zaczyna działać jak wiedza, a kara służy regulacji emocji. Atak przynosi chwilowe poczucie działania. Poparcie grupy wzmacnia pewność trafnego rozpoznania. Wspólne pobudzenie zostaje odczytane jako dowód prawdy.
Tak powstaje pętla:
zagrożenie — lęk — uproszczenie obrazu — wskazanie winnego — atak — ulga — utrwalenie wzorca.
Źródłowe napięcie pozostaje nieprzetworzone. Ulga szybko mija, więc system potrzebuje kolejnego potwierdzenia zagrożenia, następnej mobilizacji i nowego przeciwnika.
„Młot na czarownice” nadał lękowi formę
Heinrich Kramer ukończył swoje dzieło pod koniec XV wieku. Traktat przedstawiał teologiczne uzasadnienia ścigania czarów, sposoby rozpoznawania podejrzanych osób oraz procedury ich przesłuchiwania i osądzania. Krytyczne wydanie Malleus Maleficarum przygotowane przez Christophera S. Mackaya pokazuje, że traktat był rozbudowanym narzędziem interpretowania czarów, prawa i procedur sądowych, a jego wpływ wynikał także z tego, że porządkował istniejące już przekonania w spójny system.
Europejski lęk przed czarami istniał już wcześniej. Książka zebrała rozproszone przekonania, uprzedzenia, interpretacje religijne i praktyki prawne w jeden system. Nadała im strukturę, język oraz pozór spójnej procedury.
Choroba, śmierć dziecka, nieurodzaj, bezpłodność, utrata bydła, konflikt sąsiedzki, kobieca niezależność czy lęk przed seksualnością mogły zostać przypisane działalności konkretnego wroga. Świat późnego średniowiecza i wczesnej nowożytności był pełen niepewności. Epidemie, wojny, wysoka śmiertelność dzieci, niedostatek i zależność od pogody pozostawiały człowieka bez narzędzi, które dzisiaj uznajemy za oczywiste. Wiedza medyczna, meteorologiczna i biologiczna nie wyjaśniała wielu zjawisk. Religijne i demonologiczne interpretacje wypełniały tę lukę.
Historycy wskazują również na znaczenie lokalnych konfliktów, struktur prawnych, sporów wyznaniowych, pozycji społecznej, płci i interesów majątkowych. W części regionów nieurodzaj oraz anomalie pogodowe zwiększały napięcie i podatność na oskarżenia.
Kramer nadał istniejącemu lękowi formę. Stworzył mapę, na której chaos miał twarz, imię i płeć.
Ideologia działa szczególnie skutecznie, gdy porządkuje cierpienie. Człowiek otrzymuje gotową odpowiedź na pytanie, dlaczego świat stał się niebezpieczny, a wraz z nią procedurę działania.
Technologia wzmacnia sygnał
„Młot na czarownice” pojawił się w epoce rozwijającego się druku. Poglądy, które wcześniej mogły pozostać lokalne, zyskały możliwość powielania w niezmienionej formie i rozpowszechniania na ogromną jak na owe czasy skalę.
Druk wzmacniał istniejące przekonania. Nadawał im trwałość i autorytet, przenosił ten sam schemat interpretacji pomiędzy regionami, dostarczał urzędnikom, sędziom i duchownym gotowego języka oraz procedur.
Książka uczyła ludzi, jak patrzeć.
Czytelnik zaczynał widzieć to, czego nauczono go szukać.
Ten mechanizm działa również dzisiaj.
Platformy cyfrowe wzmacniają treści wywołujące silne zaangażowanie. Lęk, oburzenie, moralny gniew, pogarda i wrogość wobec obcej grupy zatrzymują uwagę skuteczniej niż spokojna analiza. Pobudzenie użytkownika staje się wartością ekonomiczną.
Człowiek reaguje na treść. System rejestruje reakcję i pokazuje więcej podobnych przekazów. Kolejne materiały potwierdzają, że zagrożenie jest powszechne. Użytkownik angażuje się coraz intensywniej, a algorytm otrzymuje coraz dokładniejszą informację o tym, co przykuwa jego uwagę.
Powstaje sprzężenie zwrotne.
Platforma potrzebuje uwagi, człowiek w stanie pobudzenia szuka potwierdzeń, a nadawcy polityczni, medialni i komercyjni uczą się tworzyć komunikaty, które najskuteczniej uruchamiają emocje. Użytkownicy nagradzają je komentarzami, udostępnieniami i kolejnymi minutami spędzonymi przed ekranem.
System karmi się własnym napięciem.
Cyfrowy osąd powtarza dawną architekturę
Współczesna nagonka internetowa ma inne skutki niż historyczne polowania na czarownice. Tortury, więzienie i śmierć należą do innej skali przemocy niż komentarz, bojkot czy utrata reputacji. Podobieństwo pojawia się w budowie procesu.
Najpierw pada publiczne oskarżenie.
Człowiek zostaje zredukowany do jednego zdania, zachowania, błędu albo przypisanej mu kategorii. Grupa domaga się natychmiastowego opowiedzenia po właściwej stronie. Pytanie o kontekst bywa traktowane jak obrona zła. Wątpliwość staje się podejrzana, a złożoność przeszkadza w wymierzaniu sprawiedliwości.
Do oburzenia przyłączają się osoby, które nie znają całej sytuacji, ale wiedzą, gdzie znajduje
się moralnie bezpieczna strona. Publiczne potępienie potwierdza ich przynależność do wspólnoty ludzi dobrych i świadomych.
Człowiek znika pod kategorią, a sama kategoria wystarcza do wydania wyroku.
Społeczne napięcie zostaje przeniesione na konkretną osobę, która zaczyna reprezentować znacznie więcej niż własne zachowanie. Staje się nośnikiem całej grupy, ideologii, historii krzywd i lęków.
Nazizm wyrósł na podatnym gruncie
Myśl o podatnym gruncie prowadzi również do narodowego socjalizmu w Niemczech.
Nazizm powstał w określonych warunkach politycznych, ekonomicznych i społecznych. Klęska w pierwszej wojnie światowej, rozpad dawnego porządku, gwałtowne przemiany ustrojowe, hiperinflacja, późniejszy kryzys gospodarczy, bezrobocie, walki uliczne i głęboka polaryzacja zwiększały poczucie niestabilności.
Podatny grunt nie oznaczał jednomyślności społeczeństwa. W lipcu 1932 roku NSDAP zdobyła około 37% głosów, a w listopadzie około 33%. Hitler objął urząd kanclerza dzięki połączeniu masowego poparcia, kryzysu instytucjonalnego i decyzji elit politycznych, które sądziły, że zdołają go kontrolować.
Republika Weimarska pozostawała demokracją słabo zakorzenioną w części społeczeństwa i elit. Rosło zmęczenie chaosem. Wielu ludzi pragnęło porządku, przewidywalności, siły i odzyskania narodowej godności. Nazizm zaoferował narrację totalną. Wyjaśniał cierpienie, wskazywał winnych, obiecywał odrodzenie i przywracał poczucie wielkości ludziom doświadczającym upokorzenia. Tworzył wizję wspólnoty czystej, silnej i zjednoczonej.
Złożone procesy polityczne, społeczne i ekonomiczne zostały sprowadzone do działalności wrogów narodu. Niepewność ustąpiła miejsca pewności. Wielość zastąpiła jedna wizja wspólnoty, a debata została podporządkowana przywódcy. Żydzi, Romowie, osoby z niepełnosprawnościami, przeciwnicy polityczni, osoby homoseksualne i kolejne grupy były stopniowo usuwane z moralnej wspólnoty.
Proces postępował etapami.
Najpierw zmieniał się język, potem prawo i codzienna norma. Człowiek przyzwyczajał się do kolejnych przekroczeń. Wczorajszy skandal stawał się dzisiejszą procedurą. Przemoc otrzymywała nazwę ochrony, oczyszczenia, bezpieczeństwa albo dziejowej konieczności.
Ten obraz pokazuje jedną z najważniejszych funkcji systemu ideologicznego:
system uczy swoich członków, jak uczestniczyć w przemocy i zachować obraz siebie jako ludzi moralnych. Krzywda staje się obowiązkiem, posłuszeństwo cnotą, wykluczenie ochroną wspólnoty, a milczenie lojalnością.
W ten sposób przemoc zostaje włączona w codzienność, język, prawo i obyczaj. Z czasem przestaje wyglądać jak przemoc, ponieważ cały system potwierdza jej konieczność.
Trauma utrwala strategie przetrwania
Stawiam hipotezę, że nieprzetworzone doświadczenia zbiorowe wpływają na sposób, w jaki społeczeństwa reagują na kolejne zagrożenia. Trauma nie tworzy automatycznie sprawcy. Doświadczenie krzywdy nie prowadzi prostą drogą do krzywdzenia innych. Większość osób dotkniętych cierpieniem nie staje się oprawcami.
Pozostają jednak strategie, które kiedyś pomagały przetrwać: zwiększona czujność, podporządkowanie silniejszemu, milczenie, nieufność, poszukiwanie kontroli, dzielenie ludzi na bezpiecznych i niebezpiecznych, ukrywanie słabości, potrzeba jedności za wszelką cenę czy zgoda na przemoc przedstawioną jako obrona grupy.
Adaptacja powstaje w odpowiedzi na realne warunki. W określonym momencie chroni życie, więź lub przynależność. Z czasem może stać się automatycznym sposobem organizowania rzeczywistości.
Warunki się zmieniają, a system nadal reaguje tak, jakby dawne zagrożenie trwało.
Czujność nie ustępuje. Podporządkowanie otrzymuje nazwę lojalności. Milczenie staje się normą, kontrola zastępuje zaufanie, a przemoc pozostaje podstawowym sposobem przywracania porządku.
Transmisja międzypokoleniowa odbywa się przez relacje, język, rodzinne opowieści, przemilczenia, wzorce więzi, sposób regulowania emocji, stosunek do władzy oraz przekonania o tym, komu wolno ufać i jak należy przetrwać.
Historia trwa w reakcjach ludzi, którzy nie pamiętają jej bezpośrednio.
Polska pomiędzy prawem a nieufnością
Patrzę na współczesną Polskę jako część systemu, do którego sama należę.
Moje widzenie powstało w określonej rodzinie, historii i środowisku. Ja również reaguję lękiem, bronię swojego miejsca, wybieram informacje zgodne z własnymi przekonaniami i mogę zbyt szybko rozpoznać przemoc po stronie innych. Świadomość własnego uwikłania nakłada na mnie obowiązek większej precyzji.
Polskie społeczeństwo zostało ukształtowane przez rozbiory, powstania, wojny, okupację, zagładę, przesunięcia granic, przymusowe migracje, komunizm i gwałtowną transformację ustrojową. Doświadczenia te nie tworzą jednej polskiej traumy przeżywanej przez wszystkich w taki sam sposób. Stanowią jednak historyczne tło dla powtarzających się napięć.
Jednym z nich jest ambiwalentny stosunek do prawa i instytucji.
Potrzebujemy prawa chroniącego przed chaosem, samowolą i nadużyciem. Jednocześnie przez pokolenia prawo bywało prawem zaborcy, okupanta albo państwa, któremu nie ufano. Przetrwanie wymagało omijania oficjalnych struktur, organizowania życia w rodzinie i nieformalnych sieciach oraz rozdzielania języka publicznego od prywatnego.
Współczesny polski system może domagać się silnych regulacji i jednocześnie reagować alarmem, gdy regulacja dotyka własnej grupy.
Oczekujemy ochrony ze strony państwa, podejrzewając zarazem, że nowe narzędzia zostaną wykorzystane przeciwko nam. Pragniemy autorytetu i natychmiast sprawdzamy, czy nie próbuje nas zdominować. Domagamy się jasnych zasad, zachowując dumę z umiejętności ich obchodzenia.
Widzę w tym historycznie zrozumiałą adaptację, która w nowych warunkach staje się źródłem trudności. Utrudnia budowanie trwałych instytucji i współpracy opartej na zaufaniu.
Wysoka ostrożność chroni przed naiwnością. Utrzymywana bez przerwy sprawia, że różnica poglądów łatwo zostaje odczytana jako próba oszustwa, dominacji albo odebrania zasobów.
Dane CBOS z 2026 roku pokazują, że 75% badanych uważa, iż w relacjach z innymi ludźmi należy zachować daleko posuniętą ostrożność, podczas gdy 22% deklaruje, że większości ludzi można ufać. Dane te nie wyjaśniają źródeł nieufności, ale potwierdzają, że pozostaje ona trwałym elementem polskiego życia społecznego.
Współczesność utrzymuje system w alarmie
Żyjemy po doświadczeniu pandemii i w czasie pełnoskalowej wojny prowadzonej przez Rosję przeciw Ukrainie. Codziennie otrzymujemy informacje o zagrożeniach gospodarczych, militarnych, klimatycznych, migracyjnych i technologicznych. Towarzyszą temu gwałtowne konflikty polityczne i informacyjne.
Część zagrożeń jest realna. Wymaga działania państwa, prawa, nauki, medycyny, obronności, sprawnych instytucji i odpowiedzialnych decyzji. Długotrwały napływ alarmujących komunikatów utrzymuje jednak człowieka w stanie mobilizacji. Granica pomiędzy informowaniem a zarządzaniem pobudzeniem staje się coraz mniej czytelna.
System podtrzymywany w alarmie ma trudność z rozróżnieniem zagrożenia aktualnego i przewidywanego, prawdopodobnego i jedynie możliwego, informacji i interpretacji, ostrożności i permanentnej mobilizacji. W takim stanie łatwo przyjąć język ostateczności:
„Nie ma czasu na pytania”.
„Musisz natychmiast wybrać stronę”.
„Kto nie jest z nami, wspiera wroga”.
„Wątpliwość jest zdradą”.
„Tych ludzi nie należy słuchać”.
Takim językiem posługują się różne środowiska polityczne, zawodowe i światopoglądowe.
Każda grupa może uznać siebie za jedynego obrońcę dobra.
Przeciwnik otrzymuje rolę człowieka głupiego, złego, chciwego, zmanipulowanego albo niebezpiecznego.
Mosty znikają. Pozostają obozy.
Spór o prawo do pomagania
Ten mechanizm widzę również w debatach dotyczących psychologii, psychoterapii, ustawień systemowych, pracy z energią, praktyk duchowych i metod rozwoju osobistego.
Ustawa z 23 stycznia 2026 roku reguluje zawód psychologa, chroni tytuł zawodowy, tworzy samorząd psychologów i ma zwiększać bezpieczeństwo osób korzystających ze świadczeń psychologicznych. Nie dotyczy ustawień systemowych ani wszystkich form pracy rozwojowej i duchowej, uruchamia jednak szerszą debatę o granicach kompetencji na rynku usług pomocowych.
Wokół regulacji uruchamia się również szerszy konflikt: kto, na jakiej podstawie i przy użyciu jakich określeń może pracować z ludzkim cierpieniem, traumą, kryzysem i zmianą.
Rynek usług pomocowych wymaga standardów.
Istnieją osoby bez wystarczających kompetencji, fałszywe obietnice, przekraczanie granic, pseudodiagnozy oraz praktyki pogarszające stan klienta. Ochrona odbiorcy wymaga odpowiedzialności, jasnego zakresu kompetencji, informacji o ograniczeniach metody i procedur reagowania w sytuacji kryzysowej.
Słuszna potrzeba ochrony może zostać włączona w walkę o autorytet, pozycję i zasoby.
Regulacja zaczyna wtedy pełnić funkcję symboliczną. Jedna grupa używa jej jako potwierdzenia, że posiada wyłączne prawo do definiowania ludzkiego doświadczenia. Krytyka konkretnej praktyki rozszerza się na całe środowisko, a edukacja o ryzyku przybiera formę publicznego zawstydzania.
Wśród osób pracujących metodami komplementarnymi i rozwojowymi regulacje mogą uruchamiać lęk przed ograniczeniem autonomii, utratą miejsca zawodowego lub odrzuceniem całego obszaru ich praktyki. Próba ustanowienia standardów bywa odczytywana jako zamach na wolność, spisek konkurencji albo atak na duchowość. Brak własnych procedur i ograniczeń bywa przykrywany naukowo brzmiącym językiem.
Epigenetyka, neurobiologia i fizyka kwantowa stają się wtedy źródłem metafor przedstawianych jako dowody. Hipoteza przechodzi w pewnik, a doświadczenie z praktyki otrzymuje status uniwersalnego prawa.
Obie strony mogą mówić o dobru klienta, jednocześnie walcząc o prawo do jego definiowania.
Klient znika pomiędzy obozami
Człowiek szukający pomocy łatwo staje się argumentem w sporze pomiędzy środowiskami.
Jedni chcą chronić go przed szarlatanami. Drudzy — przed zimnym i ograniczonym systemem. Każda strona przedstawia własną wizję jego potrzeb.
W tym sporze klient może stracić podmiotowość.
Powinien wiedzieć, czym różni się diagnoza psychologiczna, psychoterapia, interwencja kryzysowa, ustawienie systemowe, coaching, rytuał i praktyka duchowa. Potrzebuje jasnej informacji o kompetencjach prowadzącego, celu spotkania, ograniczeniach metody i możliwych ryzykach. Ma prawo odmówić, zakwestionować interpretację i zachować własny język doświadczenia.
W razie pogorszenia stanu powinien wiedzieć, gdzie szukać pomocy. Osoba prowadząca musi rozpoznawać granice własnych kompetencji.
Osoby prowadzące ustawienia systemowe pracują dziś w różnych formach, nurtach i modelach odpowiedzialności. Część z nich rozwija samodzielną praktykę w ramach własnego warsztatu zawodowego. Inni widzą potrzebę tworzenia uporządkowanych ścieżek kształcenia, standardów pracy, zasad etycznych, superwizji oraz jasno określonych poziomów kompetencji.
Wartość pracy ustawieniowej nie zależy od upodobnienia jej do psychologii lub medycyny. Wynika z rzetelności, etyki, uczciwego języka, jakości przygotowania i zdolności przyjęcia odpowiedzialności za skutki własnych działań.
Oba kierunki mogą współistnieć.
Profesjonalizacja dziedziny nie musi unieważniać osób, które od lat wykonują swoją pracę poza formalnym modelem zawodu. Może stworzyć dodatkową drogę dla tych, którzy chcą budować rozpoznawalną rolę zawodową, wspólny język odpowiedzialności i czytelne kryteria przygotowania do pracy z klientem.
Fenomenologia traci znaczenie, gdy prowadzący wygłasza niepodważalne wyroki.
Pole staje się zasłoną, gdy każda interpretacja prowadzącego zostaje przedstawiona jako obiektywna informacja.
Duchowość służy dominacji, gdy odbiera klientowi prawo do krytycznego myślenia.
Nauka staje się narzędziem przemocy symbolicznej, gdy służy zawstydzaniu człowieka i zamykaniu rozmowy o obszarach, których jeszcze nie potrafimy opisać.
Postawa fenomenologiczna przywraca widzenie
Postawa fenomenologiczna pozwala przerwać automatyczny osąd.
Jej podstawą jest pozostanie przy tym, co rzeczywiście dostępne, zanim doświadczenie otrzyma ostateczne znaczenie.
Co widzę?
Co słyszę?
Co wiem?
Co zakładam?
Co pochodzi z doświadczenia tej osoby, a co jest moją interpretacją?
Co uruchomiło się we mnie?
Czy rozpoznaję fakt, czy reaguję na własne skojarzenie?
Czy działam z miejsca dorosłej odpowiedzialności, czy z Persony walczącej o przetrwanie, uznanie, kontrolę albo niewinność?
Taka dyscyplina zwiększa zdolność działania i oddziela reakcję od automatyzmu.
Pozwala postawić granicę bez dehumanizowania, krytykować metodę bez pogardy wobec człowieka i chronić klienta bez zawłaszczania jego doświadczenia. Umożliwia również nazwanie krzywdy bez budowania własnej tożsamości na roli oskarżyciela.
JA-obserwujące przywraca wybór
IRI opisuje JA-obserwujące jako funkcję, z której człowiek może zobaczyć własną reakcję.
JA-obserwujące nie stoi ponad emocjami. Pozostaje obecne w doświadczeniu i jednocześnie dostrzega sposób, w jaki doświadczenie organizuje System JA.
Człowiek może wtedy powiedzieć:
„Jestem pobudzona”.
„Ta wiadomość uruchomiła mój lęk”.
„Chcę natychmiast wskazać winnego”.
„Czuję ulgę, gdy moja grupa potwierdza, że mam rację”.
„Moje rozpoznanie może być trafne, a mój stan nadal wpływa na sposób, w jaki je wypowiadam”.
W tym miejscu powraca wybór.
Mogę sprawdzić źródła, odroczyć reakcję i zadać pytanie.
Mogę postawić granicę, pozostawiając człowiekowi jego godność.
Mogę powiedzieć: „nie wiem” albo zmienić zdanie bez przeżywania tego jak utraty tożsamości.
Tak odzyskuje się wolność wewnętrzną: przez zdolność widzenia emocji, zanim przejmą funkcję kierowania całym systemem.
System może stabilizować się przez przemoc
Każdy system dąży do jakiejś formy równowagi. Może ją jednak budować na uciszeniu, wykluczeniu i podporządkowaniu.
Rodzina odzyskuje spokój, gdy uciszy osobę mówiącą o przemocy.
Instytucja chroni własną stabilność, usuwając człowieka zgłaszającego nadużycie.
Społeczeństwo jednoczy się wokół wspólnego wroga.
Grupa zawodowa utrzymuje spójność przez karanie tych, którzy zadają niewygodne pytania.
Taki system pozostaje stabilny, ponieważ wykluczył informację, której nie potrafił przyjąć.
Zdrowienie wymaga większej zdolności regulacji. System uczy się przyjmować konflikt, błąd, różnicę i nową informację bez niszczenia ich nośnika.
Porządek oparty na jednomyślności jest kruchy, ponieważ każda różnica zagraża jego istnieniu.
Dojrzały porządek potrafi pomieścić różnicę bez rozpadu.
Przerwanie wzorca wymaga pracy na wielu poziomach
Zbiorowa polaryzacja nie ustąpi pod wpływem samego apelu o życzliwość. Mechanizm działa jednocześnie w człowieku, relacji, grupie zawodowej, instytucji i przestrzeni informacyjnej.
Praca osobista zaczyna się od rozpoznania własnego pobudzenia, oddzielenia informacji od interpretacji i sprawdzenia, jaką ulgę daje wskazanie winnego.
W relacji potrzebna jest zdolność widzenia człowieka także wtedy, gdy oceniamy jego działanie. Potrzebujemy przestrzeni na korektę, wycofanie oskarżenia, przyznanie się do błędu i naprawę bez publicznego upokorzenia.
Praca zawodowa wymaga standardów kompetencji, superwizji, procedur bezpieczeństwa, świadomej zgody klienta, jasnego języka i realnej odpowiedzialności za przekroczenia.
Instytucje potrzebują prawa precyzyjnego, proporcjonalnego i poddawanego kontroli, a także mechanizmów edukacji, odwołania i badania skutków regulacji.
W przestrzeni informacyjnej szczególnego znaczenia nabiera odzyskanie czasu pomiędzy bodźcem a reakcją.
Nie każda wiadomość wymaga natychmiastowego komentarza.
Niektóre konflikty mają już swoje strony sporu i nie potrzebują kolejnej osoby.
Nie każdy materiał, który nas oburza, zasługuje na dodatkowy zasięg.
Czasem najbardziej odpowiedzialnym działaniem jest odmowa dołożenia drewna do ognia.
Podatny grunt istnieje również w nas
Współczesne konflikty nie są historycznymi stosami. Mechanizm przygotowujący drewno nadal jednak działa.
Lęk nie znajduje miejsca w świadomości. Bezradność zmienia się w gniew. Złożony świat zostaje podzielony na ludzi dobrych i złych. Człowiek zostaje zredukowany do kategorii, a usunięcie przeciwnika zaczyna wyglądać jak droga do odzyskania bezpieczeństwa. Atak przynosi moralną ulgę, ponieważ otrzymał nazwę obrony dobra.
Piszę o tym jako osoba należąca do opisywanego systemu.
Sama mogę ulegać pobudzeniu, szukać potwierdzeń, bronić własnego środowiska i nie zauważyć chwili, w której troska o wartość zmienia się w walkę o przewagę. Gotowość do patrzenia na własny udział jest częścią postawy, o której piszę.
Odpowiedzialność zaczyna się w chwili, gdy przestajemy budować własną niewinność na cieniu drugiej strony.
Kramer nie stworzył lęku swojej epoki. Nadał mu język, procedurę i przedmiot ataku.
Nazizm znalazł społeczeństwo poranione, spolaryzowane i spragnione porządku. Nadał jego lękom totalną narrację, a następnie przekształcił ją w prawo, instytucje i codzienną przemoc.
Współczesne systemy informacyjne rozprowadzają pobudzenie szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Każdy z nas uczestniczy w tym obiegu uwagą, reakcją, komentarzem i udostępnieniem.
Dlatego pytam:
Co dzieje się w człowieku i społeczeństwie, że przekaz oparty na lęku tak łatwo znajduje podatny grunt?
Dopóki widzimy cień wyłącznie po drugiej stronie, system będzie potrzebował kolejnego wroga. Rozpoznanie własnego udziału otwiera możliwość innego porządku.
Porządku, który nie wymaga przymusowej jednomyślności.
Porządku, który nie ucisza niewygodnej informacji.
Porządku zdolnego pomieścić prawdę, granice, różnicę i świadomość.
Podatny grunt nie oznacza jednomyślności społeczeństwa. Wystarczy połączenie masowego poparcia, kryzysu instytucjonalnego, interesów elit, przemocy i wykorzystania istniejących procedur.
Dane autora: Małgorzata IRI Jakubowska. Praktyk ustawień systemowych, twórczyni metody Integracji Rzeczywistej Istoty — IRI. Pisze o Systemie JA, świadomości, dynamikach systemowych i odpowiedzialnej pracy z ludzkim doświadczeniem.
Źródła i materiały
Mackay, C. S. (2009), The Hammer of Witches: A Complete Translation of the Malleus Maleficarum, Cambridge University Press.
Levack, B. P., Polowanie na czarownice w Europie wczesnonowożytnej.
Evans, R. J., Nadejście Trzeciej Rzeszy.
Fromm, E., Ucieczka od wolności.
CBOS, Zaufanie społeczne, komunikat nr 30/2026.
Ustawa z dnia 23 stycznia 2026 r. o zawodzie psychologa oraz samorządzie zawodowym psychologów, Dz.U. 2026 poz. 187.

.png)

Komentarze